Nie od dzisiaj wiadomo, że to aparat robi zdjęcia, a ich jakość jest uzależniona wyłącznie od nominalnej ceny sklepowej urządzenia. Występuje tu ścisła korelacja, polegająca na tym, że im droższy aparat posiada fotograf, tym bardziej biją się o niego portale i gazety drukowane.
W przypadku fotografii koncertowej marka, model oraz cena aparatu odgrywa bardzo istotną rolę, ponieważ, to dzięki niemu właściciel wchodzi na koncert za darmo, do tego przez kilka utworów może sobie bezkarnie postać na przeciwko Artysty.

Aparat musi więc być maksymalnie wypasiony, najlepiej jeśli w nazwie ma męskie imię, koniecznie po angielsku, posiada grip (dzięki temu wydaje się większy) i koniecznie jak największy obiektyw (żeby w razie czego móc wykonać lobotomię perkusiście).
Fotograf wyposażony w taki sprzęt wzbudza respekt i szacunek zarówno publiczności zgromadzonej na koncercie, jak i współbraci, z którymi dane mu jest dzielić fosę.

Szczególnie ważne jest to w przypadku początkujących fotografów koncertowych – od razu można zyskać autorytet i poważanie, zarobić worek pieniędzy sprzedając zdjecia na prawo i lewo, zdobyć własnych fanów i przebić fotografowaną gwiazdę.
Bardzo ważne jest również, żeby aparat taki posiadał tryb „Auto”, bo tylko dzięki temu można zaoszczędzić kupę czasu w fosie i poza robieniem zdjęć pośpiewać, potańczyć, przybić piątki z publiką oraz poopowiadać o swoim sprzęcie i dokonaniach.

Jak wynika z moich dotychczasowych obserwacji fotografii koncertowych, aparaty z górnej półki (pewnie przez to, że mają duży problem z przestrzenią kolorów, barw oraz paletą kolorów) robią biało-czarne zdjęcia. Nie wykluczone jest również, że producenci wyposażyli je w możliwość dokładania ziarna i plam do zdjecia. Niektóre modele posiadają także funkcję winietki i rozmywania obiektu.

Reasumując. Do fotografowania koncertów używa się najnowszych i najdroższych aparatów oraz obiektywów.
Taki sprzęt nie dość, że sam robi zdjęcia, to od razu je obrabia, wrzuca do sieci, pierze brudne ubranie po koncercie, pastuje buty i zamawia pizzę na telefon dla zmęczonego fotografa.