Jedno z częstszych pytań jakie pada poza „Jak zostać fotografem koncertowym?” to „Jak zorganizować koncert?”. Skoro ostatnio wyjaśniłam drobiazgowo kwestię fotografowania, teraz opowiem pokrótce o organizacji koncertów. Od czego więc zacząć?

Najpierw musimy pozyskać Artystę. Najlepiej jeśli jest to dawno zapomniany siódmy członek trzeciego składu, grający na jednej płycie, w zespole znanym z jednego przeboju, odtwarzanego namiętnie w czasach Walkmanów na sześć baterii paluszków.

Ewentualnie jeśli takiego nie znajdziemy (większość dawno nie praktykuje muzycznego rzemiosła, roztyła się, zaćpała lub umarła na śmierć) możemy próbować zrobić gwiazdę z miejscowego stolarza (mechanika, księgowego, barmana lub szewca) parającego się po godzinach żmudnym próbowaniem w pobliskim garażu.

Jak już pozyskamy Artystę, musimy znaleźć miejsce koncertu. Im dalej od „cywilizacji” tym lepiej, bo bardziej hipstersko czy jak wolicie normcorowo.
Miejsce musi być tyleż oddalone, co zapyziałe w stosunku 1:1. Inaczej żadna organizacja nie ma tu większego sensu.

Kolejną rzeczą jest pozyskanie publiczności. Ponieważ jak powszechnie wiadomo granie do pustej ściany skutkuje tworzeniem się echa, co w przypadku muzyki na żywo nie przynosi wymiernych rezultatów, najprościej zmusić rodzinę i znajomych aby przyszli robić sztuczny tłum za darmo, ewentualnie kazać im uiścić niewielką opłatę (tzw. bilety dla znajomych i znajomych ich znajomych). Ponadto należy liczyć na to, że: jeśli Artysta jest odpowiednio niszowy, bądź nadszarpnięty zębem czasu może wpadną jacyś hipsterzy, żeby potem móc się pochwalić tym, na jakim to elitarnym koncercie nie byli, oraz że jeśli nikt, nigdy nie słyszał o danym Artyście, to było to najbardziej hipsterskie wydarzenie w ich życiu.

Druga opcja jest taka, żeby zatrudnić Artystę o nazwisku identycznym lub podobnym do kogoś bardziej znanego, istnieje wtedy bowiem ogromna szansa, że publiczność:
a. nie doczyta,
b. nie połapie się,
c. połapie się, ale mimo to pójdzie, licząc, że znajomi się nie połapią, skutkiem czego i tak będą zazdrościć.

Następną rzeczą jest reklama. Jeśli mamy kogoś znajomego w jakieś redakcji, to pół biedy, bo zapewne za darmo wyreklamuje naszą sztukę na prawo i na lewo.
Możemy przy okazji zrobić z Artystą wywiad, w którym zadamy kilka popularnych pytań: czemu już nie grasz w zespole, w którym grałeś 20 lat temu, za co cię wyrzucono, na czym grasz, czy lubisz pierogi i polską kiełbasę swojską.

Gorzej jeśli nie mamy. Pozostaje wtedy oblepić okoliczne płoty, kurniki czy remizę plakatami i liczyć się z mandatem za zaśmiecanie.
Kolejnym krokiem jest zatrudnienie ekipy technicznej. I tu sprawa ma się podobnie jak w przypadku plakatów. Jeśli mamy wujka elektryka, jesteśmy w domu, jeśli nie, musimy załatwić świetlika i nagłośnieniowca.
Jak powszechnie wiadomo świetlik im bardziej ślepy, tym lepszy, bo i na prądzie zaoszczędzi i klimat zrobi. Za to nagłośnieniowiec najlepiej jeśli jednak będzie coś słyszał, jeśli bowiem zatrudnimy głuchawego, może zepsuć standartowy chek- in i nie usłyszeć osławionej na całą Polskę piosenki „raz, dwa, raz, dwa, próba mikrofonu”.

Na sam koniec potrzebujemy ochrony. Z góry informuję, że ruskie odpadają. Ochrona musi być trzeźwa, zwarta, gotowa i nastawiona na każdą okoliczność. Jeśli nie stać nas jednak na ochronę, możemy postawić milicyjne płoty i ze spokojem patrzeć jak kolejne osoby uderzają głową w beton po ich drugiej stronie. No chyba, że Artysta jest stary, brzydki i gra akustycznie. Wtedy raczej doradzałabym rozdać reklamówki pierwszym rzędom (gdyby wymiotowały lub postanowiły zrobić sobie pauzę dla odpoczynku, ubierawszy wyżej wymienione na głowę).

Ostatnia sprawa to akredytacje (należy odwdzięczyć się za reklamę i zaprosić dziennikarzy). Najlepiej wpuścić ich wszystkich na raz do fosy i pozwolić fotografować Artystę „znakomitymi” kalkulatorami. Będą zachwyceni, szczególnie mogąc zrobić sobie standartową samojebkę pod sceną. Potem pozostaje nam tylko sporządzić bilans zysków i strat oraz zabrać się za organizację kolejnego koncertu.
Tyle porad z mojej strony. Życzę udanych koncertów.