Widziałam już chyba wszytko: od potwierdzenia akredytacji w dniu koncertu (już lecę, lecę, w jednym bucie, brudnych majtach i nie spłukaną odżywką na włosach), akredytacji obejmującej 30 sekund koncertu – Manowar w katowickim Spodku, akredytacji na sześć sztuk zdjęć, akredytacji na ostatnie dwie piosenki (skutkiem czego horda, śmierdzących po dwugodzinnym występie orków, chlapała mi na głowę potem i śliną, zaś o zapachu w fosie nie wspomnę). Było różnie, raz bardziej, raz mniej śmiesznie. Ale tym razem dopadła mnie akceptacja zdjęć post factum.

Otrzymawszy w dniu koncertu informację:

„Ponieważ mamy bardzo skromne oświetlenie i zdjęcia z fosy wychodzą fatalnie, to chciałbym, żeby akredytowani fotografowie nie robili zdjęć z fosy.”

przez dobrą chwilę zbierałam szczękę z podłogi. Bo skoro niby „mamy bardzo skromne oświetlenie”, to może niech Jaśnie Pan Świetlik zostanie poproszony o sprawniejsze kręcenie gałą w te i nazad. Jeśli jednak ekipa dba o nadgarstki Pana Świetlika, to uprzedzona przed faktem Makówka, jest gotowa na wszystko, a co za tym idzie ma plan A, B, C plus litanię do Świętego Pierdzisława Patrona Fotografów w plecaku, tak na wszelki wypadek.

Wytoczyłam (moim zdaniem logiczne argumenty) : że jak jest ciemno, to tym bardziej zdjęcia z tyłu (przy całkowicie wyprzedanej sali i cholernym tłoku) wyjdą fatalnie. Trochę pomędrkowałam w kwestiach technicznych i przyjęłam, że moje sugestie i argumenty dot. fotografowania po ciemku zostały rozpatrzone pozytywnie.

Zaszłam więc do fosy (jak się okazało, dowódca, generał i kilku innych oficerów widziało, że zapuszczamy tam korzenie) i powiem szczerze, byłam nawet dumna z siebie, że tak przekonująco umiem mówić o meandrach fotografii koncertowej.
Zrobiłam, co miałam zrobić i zawinęłam dupę na ostatni świniosbus (targając za sobą lekko zszokowaną Paulinę, która chyba sądziła, że w czasie setu był zamach i wybuch bomby bo ciężko było rozstrzygnąć czy to awaria prądu, na zapleczu tlą się jakieś opony, czy jest to specjalnie na te okazję wymyślony performers.

O tym, jak w moim przypadku wygląda obróbka, napisze Wam w jednym z kolejnych postów, tutaj wspomnę tylko, że jest proces, którego długość jest wprost proporcjonalna do stopnia spierdolenia zdjęć i z reguły przypomina kręcenie bata z gówna.

Ujmując to bardziej obrazowo:

Romana Makówka Photography

Romana Makówka_17

I tu akurat, nie było to jakieś niesamowite wyzwanie porównując warunki panujące np. na sztuce Marka Lanegana, a z której to materiał poszedł w Kwartalniku Twój Blues.

Jakież było moje zdziwinie, gdy dzień później zostałam poproszona w usunięcie części zdjęć z galerii Antyradio.pl . Kuriozalny jest fakt, że zdjęć z tej trasy jest w sieci cała masa i niestety 90% przedstawia starego murzyna na hałdzie węgla w ciemną, bezksiężycową noc.

Jak Nosowska wygląda na koncertach, każdy widzi. Zresztą nikt nie przychodzi się na nią gapić, tylko słuchać jej fenomenalnych tekstów. Ubiera się tak samo od lat, w swoim jedynym i jakże niepowtarzalnym stylu. Zdjęcia jak zdjecia, wiszą sobie jednak beztrosko na Antyradio.pl i chyba nikogo w oczy nie kolą. Całą akcję z autoryzacją po fakcie, której nie rozumiem, tłumaczę sobie lądowaniem Starożytnych Kosmitów.